poniedziałek, 28 września 2009
wracam:-)

Wracam-drużyna Gazety ogłosiła reaktywacje to ja-jeszcze bez formalnego złoszenia- też sie odmelduje.  Z entuzjazmem i wolą walki. Z zapałem do ćwiczeń -narazie mi łatwo, bo mam kontuzję, więc nikt mnie ganiać nie będzie:-)-duch sie liczy! Samej ciężko się zmobilizować a jak mam bat nad sobą to zdecydowanie łatwiej nie ulegać pokusom, pilnować zdrowego jedzenia i planować aktywność. Dziewczyny. Aga ogłasza powtórną mobilizację - trzeba konkretnie umowić się  na ćwiczenia i do boju.   

15:04, ela_eska
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 sierpnia 2009
Ela:wracam pokornie

Przykro to stwierdzić:muszę mieć bat nad sobą w postaci zaplanowanych posiłków i ćwiczeń. Wracam na droge dietetycznej i fitnesowej cnoty.Nie utyłam(no może z kilogram) ale tego lata zaprzepaściłam szanse na zgubienie reszty zbędnych kilogramów. Pokusy i wrodzone lenistwo wzięły górę.A plany miałam... To co dziewczyny-idziemy na basen i do siłowni? kiedy?

19:03, ela_eska
Link Dodaj komentarz »
Jak się trzymacie?

Ja już mam 5 kg in plus!!!!!!!!!!!!!!Zajadam się wszystkim i mam wrażenie jakby mój organizm domagał się wszystkiego czego przez pół roku nie otrzymywał.Zaczynam zmagania od nowa, od dziś.

10:38, jozefinka2009
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 sierpnia 2009
Właściwie dlaczego nie?

Nawet nie podsumowałyśmy akcji na blogu...

 

Zdjęcie na finisz, łącznie ponad 40 kg mniej! Czyli dokładnie tyle, ile widac na stole... Tyle nosiłysmy w brzuszkach, boczkach, tyłkach i innych kawałkach nas.

Pytanie tylko, ile z tych 40 kg już wróciło?

poniedziałek, 13 lipca 2009
Życie na diecie po diecie

Ja też wracam, głównie z obawy przed efektem jo jo.W trakcie akcji bywało czasami ciężko, ale teraz gdy pozostałam z tematem zdrowego odchudzania sama nie jest lżej.Lato w pełni, doookoła mnóstwo pokus również tych żywieniowych i jak tu się trzymać?Elu, rozumię Cię doskonale,jest mnie już dwa kilo więcej. Jak tak dalej pójdzie, ech już nawet nie chcę myśleć!Jak to jest, że regularnie chudłam 70 dkg tygodniowo a teraz przytyłam dwa kilo w tydzień.Przeciez ja już nie mam tych wszystkich ubrań, biorę się za siebie, Ela łączę się z Tobą w zmaganiach, może jakaś Fala? 

poniedziałek, 06 lipca 2009
Ela:wracam pokornie...

Wracam pokornie do sprawdzonych metod-jedzenie 5 x dziennie po trochu, zero słodyczy, lody idą w odstawkę a o piwku zapominam na długo... Nie będę oszukiwać ( bo mam świadka mych gigantycznych skuch )-w Zakopanem zaszalałam. Oscypki z żurawiną praktycznie bez ograniczeń, lody- jadłam namiętnie, bo smaki na Krupówkach wyśmienite, obiady i śniadania i kolacje obfite, bo górskie powietrze na apetyt dobre. Do tego pocieszałam sie słodyczami. I browarka też sobie nie odmawiałam, bo przecież tyle miesięcy o suchym pysku wytrzymałam, więc w wakacje krótkie  coś mi sie od życia należało... Rezultat-na wagę boję sie wejść. Zaciskam więc pasa -wyjścia nie ma, tym bardziej , że za bardzo aktywna ćwiczeniowo być  nie mogę-nadal mam obolały kręgosłup i do tego potworny ból w nodze,że ledwo łażę.  Boję się jojo więc muszę się pilnować. Narazie za sukces uznam, że nie przytyję a to wyzwanie spore, bo się przecież nie ruszam zbytnio -jak przestanie mnie boleć biorę się do ćwiczeń

17:11, ela_eska
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 lipca 2009
Ela: Tyle pokus

Jestem w Zakopanem. W wakacyjnych planach nie miałam tego wyjazdu ani nawet urlopu  na przełomie czerwca i lipca-dopiero w sierpniu -tak po wariacku troche tu przyjechałam, bo do Zakopanego zawsze chętnie-o każdej porze roku. To miasto i okolice są magiczne i oprzeć się trudno .A że dla towarzystwa Cygan dał sie powiesić więc i ja zjechałam z towarzystwem zacnym. Od chwili przyjazdu zwaliło mnie z nóg i to dosłownie. Ostry ból kręgosłupa, szpital na Kamieńcu, kroplowki i jakoś funckcjonuję. Po górach łazić nie dam rady , kłopot i z dolinkami ale w Zakopanem pewnie  mniej boli niż w Łodzi. Nikomu nie życzę, by go taki potworny ból dopadł - ani chodzić, ani stać ani siedzieć - koszmar. Lekarze i pielegniarki na tym Kamieńcu bardzo życzliwi i współczujący - doświadczenie mają, bo takich powyginanych jak ja było kilku. I każdym sie troskliwie zajęli. Jak kozica po górach skakać nie będe ale spokojnie już moge chodzić i nawet powoli sie schylić i bez kłopotu siadam:-)   Boję się, że niestety troche mi przybędzie, bo nie ruszam sie przecież tak jak od miesięcy aktywnie -teraz  ledwo łażę. A tu kuszą : oscypki, bundz, pieczone kiełbaski, świeżutkie pstrągi-jako, że to potrawy regionalne to grzech nie zjeść. A do tego lody, gofry-tu dzielnie stawiam czoło i ograniczam sie do jednej kulki-ale uczciwie przyznaje, że w drodze do Zakopanego odwiedziliśmy Wadowice-papieska kremówka jest pycha:-)  Wtedy jednak liczyłam , że spalę chodząc po górach. Z tych ambitnych planów nici- miałam wrócic lżejsza.... Ale i tak jest fajnie.Jak to zawsze w Zakopanem i z tym towarzystwem:-)

11:43, ela_eska
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 czerwca 2009
Ela:To nie koniec...

Ogłoszono już oficjalnie koniec akcji "Polacy odwagi". Jesteśmy zważone , zmierzone, wiadomo ile kto zrzucił i  gdzie stracił centymetry. Szybko to poszło...dopiero był początek a tu już wielki finał za nami. Przyznam szczerze, bez tej akcji dźwigałabym nadal 10 kg. A jak to jest dużo, przekonałam się dźwigając siaty z 10 kg  zakupami. Koszmarnie ciężkie. Jak ja mogłam taki balast nosić na sobie? Nigdy więcej.. i zrzucę jeszcze to, co mi ciąży. Przyznam uczciwie, myślałam, że będzie gorzej, że nie dam rady i polegnę. Do tej pory odchudzałam sie przecież dziesiątki razy, a raczej mówiłam, że się odchudzam. Wytrzymywałam tydzień, góra dwa na jakiejś diecie cud..I cudu nie było:-(

Dzięki tej akcji wiem, że jak sie chce to można. Początek nie był łatwy, trzeba było zmienić długoletnie nawyki i zacząć ćwiczyć. Ale nikt nie obiecywał przecież , że  będzie tylko łatwo, lekko i przyjemnie. A przecież było:-)  Z każdymi zajęciami coraz łatwiej, przyjemniej i lżej.

Najtrudniejsze dla mnie było jedzenie 5 x dziennie, poczynając od solidnego śniadania.Jednak chcieć to móc. Do czasu akcji - rano tylko kawa a później ewentualnie w radiu coś jadłam. Czasem jednak, nawet do późnego popołudnia niczego zdrowego nie zdążyłam zjeść,  bo to robota, gdzie zaplanować się wszystkiego nie da. Ratowałam się zgubnymi słodyczami. Obiad ,owszem, jadłam, najczęsciej jak robiłam jakiś materiał  w magistracie , ale też nie zawsze. Zawsze natomiast były jakieś słodkości: a to drożdżówka czy jagodzianka, a to batonik kupiony w automacie obok newsroomu czy  buła jakaś, na którą nawet spojrzeć teraz nie chcę.  Teraz jem regularnie śniadanie-jeszcze w domu, przed wyjściem do pracy, drugie śniadanie już w radiu. Zawsze jem obiad-zaplanowany, przyniesiony w pojemnikach i odgrzany w pracy albo rozsądny na mieście - żaden fastfood. Koledzy nie skuszą mnie pizzą czy chińczykiem a zamawiają sobie często. Jako przekąskę jem owoce lub.. piję kawę latte albo cappucino - dietetycy traktują ją jako mniejszy posiłek i raczej nie polecają. Ale cóż. od czasu do czasu ulubiona kawa w Tchibo to nagroda za trudy odchudzania.

Nie jest jednak idealnie-nadal problemem są kolacje. Po powrocie do domu zjadłabym konia z kopytami a najchętniej obiad, który ugotowała dla mojej rodziny  mama (mają ten luksus, że codziennie przyjeżdża i im gotuje-ja tylko w soboty i niedziele stoję przy garach). I niestety, gdy zapomni i go zostawi to często kapituluję - bo jak oprzeć się domowej pomidorowej czy gołąbkom czy choćby maminym mielonym? Jedyne rozwiązanie- nie zostawia, nie jem. Ciężko też jest w weekendy. Lubie gotować, upiec ciasto i...biesiadować. I tu pies pogrzebany-czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. A jak widzą to jedzą:-(

Myślałam, że problemem będą ćwiczenia - polubiłam je jednak i nie wyobrażam sobie, bym wróciła do gnuśnego trybu życia. Siłownia dla kobiet w Gymnasionie jest  naprawde super -ćwiczenia na easy line tylko na początku wydawały sie trudne, teraz ćwiczę na nich z przyjemnoscią i stawiam sobie nowe wyzwania. Cardio tez ujdzie. Aquaaerobic na Fali i w Impulsie jest rewelacyjny. Polecam każdemu, kto nie lubi ćwiczyć tradycyjnie- taka forma aktywności jest korzystna dla grubasów a kazdego odstresuje i sprawi sporo frajdy. A później oczywiście sauna-w środę na Fali tylko dla kobiet. Kto pójdzie raz- będzie fanem-jak ja.

Najbardziej lubię streching -rozciąganie od stóp po czubek głowy, na pilates też lubie chodzić-najchętniej do Marty, do Impulsu - ostatnio jednak, przyznaję, że odpusciłam. W wakacje nadrobię. Chętnie połaziłabym z kijami ale boli mnie noga. Nie migam się - widać, że kuśtykam. I z tego powodu nie chodzę do Lilla House na tańce. Ustaliłam  z dziewczynami z Lilla , że zacznę chodzić na joga astanga. Podobno cudnie modeluje sylwetkę i odchudza:-)

Nie zaprzepaszczę tego, co już osiągnęłam. Walczę dalej:-). Po wakacjach będzie mnie mniej. Dziękuję Gazecie, że mnie wzięła do drużyny, dziękuję wszystkim, którzy nas dopingowali. Dziękuję za wsparcie Viol , moim radiowcom i forumowym XXL- kom. I dziękuję oczywiście moim gazetowym chudzielcom-za wszystko:za wygłupy na siłowni i basenie, za błogie leniuchowanie w saunie i wylewane poty na  treningach ,za solidarną niechęć do zupy nic -pamiętacie to świństwo ? Za poranne wstawanie,wsparcie , poczucie humoru i wolę walki. Za to, że nie musiałyście nic zrzucać  a odchudzałyście się ze mną i zrobiłyscie imponujacy drużynowy wynik.I za naszą ostatnią wielką akcje -wielkie Dzięki.

A wszystkich, którzy chcą zrzucić zbędne kilogramy gorąco namawiam- zaczynajcie ,nie jak zawsze, od poniedziałku , nowego miesiąca czy  od jutra ... Zacznijcie już dziś. Tu i teraz. Warto. Dacie radę, wystarczy chcieć i trzymać się kilku zasad, które znajdziecie na www.odwazsie.pl

Życia szkoda, by się męczyć z tym nadmiarem, tyle fajnych ciuchów można sobie kupić...o własnie..weszłam w sukienkę sprzed lat i ulubiony lniany żakiet ;-)

Jeszcze trochę zrzucę i zaszaleję na wyprzedażach :-)

ps.czy nadal mogę tu sobie pisać?

20:23, ela_eska
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 22 czerwca 2009
Ela:jestem na półmetku

Akcja Gazety dobiega końca. Już jesteśmy po sesji zdjęciowej-to będzie dowód, że nas ubyło. Nasze starania nie poszły na marne- razem zrzuciłysmy ponad 40 kg -to nie byle co:-) Przekułyśmy nasz sukces w uśmiechy dzieci ..i kocie pomruki , ale o tym sza, szczegóły w sobotniej Gazecie.

Dziewczyny , moje chudzielce gazetowe, już wygladają pięknie -wyrzeźbiły się, wysmukliły i latem mogą odkrywac co chcą ;-). Przede mną jeszcze troche roboty-do końca wakacji chcę zrzucić drugie tyle. Mam nadzieję, że sie uda. Jest jednak pewien problem: wg wskazań BMI już nie mam otyłości tylko nadwagę.Jak dojdę do zaplanowanych 65 kg będzie to oznaczało prawidłową wagę- to wg BMI. Ale zajrzałam do innych wskaźników. Założyłam sobie tę korzystna dla mnie wagę 65kg i co sie okazuje:

Dla Twojego wzrostu waga idealna wynosi:
według wzoru Lorentza 59.8 kg,
według wzoru Broca 53.6 kg
.

Jeżeli ważysz więcej niż 58 kg prawdopodobnie masz nadwagę.

Waga Twojego ciała większa od 64 kg może sugerować otyłość.

I jak tu nie zwariować???

19:03, ela_eska
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 czerwca 2009
Dziękuję

 

Nasza akcja dobiega końca.Mój wynik jest ponoć rekordowy,gdyby nie waga łazienkowa i wszystki ciuchy do wymiany pewno trudno byłoby w to uwierzyć.12 kg mniej pozwoliło mi czuć się w swojej nowej skórze rewelacyjnie.W szafie pojawiła się zupełnie nowa kolekcja:-)Przez te 4 miesiące nauczyłam się jeszcze jednego, bardzo rozsądnie zwracać uwagę na to co znajduje się na moim talerzu.Porzuciłam wszelkie fast foody i nie jest mi ich brak.Już nie jem w biegu, na szybko bo zaraz umrę z głodu tylko regularnie 5 razy dziennie.To była naprawdę dobra lekcja zdrowego i smacznego odżywiania.Wszystkim, którzy mnie wspierali w tej akcji z całego serca dziękuję. Józefinka

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14